Dzień dziesiąty
Kilka rozmów telefonicznych. P1, P2, Ł i A. Zaczęłam rozumieć, że z punktu widzenia innych świat nie wygląda tak, jak z mojego. Każde z nas widzi coś innego. Dlatego trzeba rozmawiać.
Chwilowa zwyżka formy, żeby znowu zapikować w dół. Ale mając na świeżo w pamięci rozmowę z P1 i P2 o tym, jak niezbędna do zrozumienia jest komunikacja, odważyłam się zapytać, zamiast ubolewać po cichu. Warto było. Trzeba rozmawiać. Wszystko okazuje się prostsze.
Dalej jest marnie, odzyskana równowaga wątła, łatwo pęka. Ale zaczynam znowu mieć kontrolę nad samą sobą. Muszę tylko uważać, żeby nie dać nikomu sposobności do zranienia mnie. Bo kolejnej rozsypki mogę nie przetrwać. Jestem jeszcze na to za słaba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz